Kminię ostatnio grubo temat analityki w moim nowym e-commercie i utknąłem, bo próbuję to jakoś logicznie poskładać do kupy. Powiedzcie mi z własnego doświadczenia na projektach – jak właściwie wygląda droga użytkownika od zera do pierwszego zakupu w chłodnym realu? Zostawmy na boku te idealne lejki sprzedażowe z darmowych webinarów, gdzie zawsze wszystko idzie gładko. Przecież nikt poprostu nie klika w randomową reklamę na fejsie i nie rzuca w ułamku sekundy kartą kredytową w monitor, prawda?

Zastanawiam się, jak wy w ogóle mapujecie taką ścieżkę klienta u siebie na sklepach. U mnie statystyki to jakiś absolutny kosmos. Ludki wchodzą z kliknięcia w Google Ads, a potem znikają w czarnej dziurze na bity tydzień. Nagle wracają z remarketingu na Insta, scrollują jakiegoś wpisa na blogu, zapisują się na newsletter z rabatem i dopiero po jakimś czasie ułamek z nich łaskawie dorzuca coś do koszyka. Czy ta cała droga użytkownika to zawsze taki gigantyczny chaos i zgadywanka?

Strasznie mnie ciekawi, ile realnych touchpointów taki przeciętny internauta musi zaliczyć, zanim w ogóle pomyśli o wydaniu kasy u nowego sprzedawcy. Jakie macie patenty, żeby precyzyjnie śledzić ten cały proces? Skupiam się na tym konkretnym etapie – od bycia totalnym no-namem dla mojego brandu, przez budowanie jakiegoś zaufania, aż po ten upragniony pierwszy zakup. Jak długo ta zabawa u was trwa w praktyce? Dwa dni, tydzień, a może miesiąc ciągłego przypominania się?

Dajcie znać, czy cały ten customer journey da się w ogóle sprawnie mierzyć w GA4 bez wynajmowania szamana. Będę mega wdzięczny za jakieś życiowe case’y, bo nie chcę przepalać budżetu na ślepo, nie widząc, gdzie ten lejek tak naprawdę mi kuleje.

BYBIT.EU

Zarabiaj na wzrostach i spadkach ⚡

Kontrakty z dźwignią, niskie prowizje i do 20 € za depozyt.

Handluj na Bybit.eu