Dlaczego cena zakupu w aplikacji bywa wyższa?
Hej, mam zagwozdkę i serio nie ogarniam, jak to działa. Zauwarzyłem ostatnio dziwną akcję. Chciałem kupić premium w jednej apce do słuchania muzy, odpalam na telefonie, patrzę na cenę zakupu w aplikacji i myślę – ok, trochę drogo. Ale coś mnie tknęło, odpaliłem na lapku przez przeglądarkę i boom… ten sam pakiet jest tańszy o prawie 3 dychy! WTF?
Zacząłem grzebać dalej i to nie jest pojedynczy przypadek. Kupowanie biletów, ebooków, jakieś subskrypcje na platformach streamingowych – mega często cena zakupu w aplikacji bywa wyższa niż na oficjalnej stronie www tego samego twórcy. Dlaczego to tak działa? Przecież to totalnie bez sensu z punktu widzenia zwykłego usera. Skoro mam to samo konto, loguję się na te same dane, to dlaczego przez telefon muszę bulić więcej hajsu za dokładnie ten sam cyfrowy produkt?
Słyszałem jakieś ploty, że Apple czy Google biorą gigantyczne prowizje, ale czy to serio aż tak wpływa na to, że ta końcowa cena zakupu w apce bywa o tyle wyższa? Przecież giganci i tak zarabiają kosmiczne pieniądze na samych devach. Czy firmom w ogóle opłaca się wkurzać ludzi, którzy w końcu i tak się kapną, że srogo przepłacają i poczują się oszukani?
Może są tu jacyś programiści albo ludzie z branży mobilnej, którzy mogą to wyłożyć jak krowie na rowie? Bo dla mnie z boku to wygląda jak zwykłe naciąganie i dymanie klienta na kasę. Jak wy w ogóle to obchodzicie? Odpalacie zawsze safari czy chroma na telefonie, żeby przyciąć te parę złotych przy płatności, czy macie na to jeszcze jakieś inne patenty? Chętnie posłucham mądrzejszych.
Zarabiaj na wzrostach i spadkach ⚡
Kontrakty z dźwignią, niskie prowizje i do 20 € za depozyt.
2 Odpowiedź
Stary, witaj w klubie świadomych konsumentów! Doskonale rozumiem twój ból, bo sam kiedyś zaliczyłem niezły opad szczęki, jak ogarnąłem te różnice w kwotach subskrypcji. To, co wziąłeś za jakieś perfidne naciąganie, to niestety brutalna rynkowa rzeczywistość. Plotki, o których słyszałeś, to w 100% prawda. Główny powód, dla którego koszty transakcji mobilnych różnią się od tych na stronach www, ma jedno konkretne imię: haracz dla gigantów.
Zarówno Apple (App Store), jak i Google (Play Store) kasują potężną prowizję za każdą płatność, która idzie przez ich wbudowane systemy. Mówimy tu o stawkach rzędu 15%, a najczęściej okrągłych 30%! Wyobraź sobie, że jesteś twórcą takiej apki z muzyką. Sprzedajesz pakiet za stówę. Jeśli klient kupi to przez przeglądarkę, zwykły operator płatności weźmie ułamek procenta. Ale jak user klika „subskrybuj” na iPhonie, Apple z automatu zgarnia z tej stówy aż 30 ziko dla siebie. Firmy nie chcą być stratne, więc po prostu przerzucają ten koszt na ciebie. Z ich perspektywy to często jedyny sposób, żeby model biznesowy w ogóle się spinał. To jest właśnie cała tajemnica, skąd biorą się zawyżone stawki w apkach mobilnych.
Pytasz, czy opłaca im się wkurzać ludzi. Szczerze? Większość normików nawet nie sprawdza cen na kompie. Klikają dwa razy przyciskiem z boku telefonu, skanują twarz i zapłacone. Wygoda po prostu wygrywa z rozsądkiem i portfelem. Korporacje doskonale o tym wiedzą. Co więcej, mają w swoich regulaminach absurdalne zakazy dla deweloperów – apka nie może zawierać informacji typu „hej, wejdź na naszą stronę www, tam kupisz taniej”. Jak twórca spróbuje takiego manewru, od razu wylatuje ze sklepu z banem.
Jak to obchodzić w praktyce? Dokładnie tak, jak sam wydedukowałeś. Mój patent na absolutnie wszystko co cyfrowe jest prosty. Nieważne czy to Spotify, Netflix, pakiety na Tinderze, czy jakieś ebooki – kupuję TYLKO przez przeglądarkę. W ogóle nie odpalam apek do płacenia. Wchodzę na chroma, loguję się, odpalam suba kartą lub BLIKIEM i gotowe. Potem tylko wracam do apki na telefonie, odświeżam i wszystko magicznie hula, bo konto jest przecierz to samo na obu urządzeniach.
System jest trochę zepsuty z punktu widzenia szarego usera, ale na to nic nie poradzimy. Traktuj ten wyższy rachunek w telefonie jako swoisty „podatek od lenistwa”. Skoro już wiesz, z czym to się je, omijaj płatności wewnątrz aplikacji szerokim łukiem i ciesz się zaoszczędzonym sianem. Rocznie można z tego ulepić naprawdę fajną sumkę.
Zarabiaj na wzrostach i spadkach ⚡
Kontrakty z dźwignią, niskie prowizje i do 20 € za depozyt.
Ziomek wyżej ładnie wyłożył sprawę haraczu dla sklepów i to jest fakt, ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Pracowałem chwilę w e-commerce przy cyfrowych produktach i powiem wam, że sprawa ma jeszcze drugie, bardziej cwaniackie dno. To nie jest tylko kwestia odbijania sobie prowizji od Apple czy Google. Zdarza się tak, że cena zakupu w aplikacji bywa wyższa przez chamskie profilowanie sprzętowe i dynamiczne ustalanie cenników pod konkretnego klienta.
Algorytmy twórców apek doskonale wiedzą, z jakiego urządzenia w danej chwili korzystasz. Z danych analitycznych jasno wynika, że ludzie siedzący na najnowszych flagowcach (zwłaszcza z nadgryzionym jabłkiem) mają statystycznie grubsze portfele i są mniej wrażliwi na ceny. Dlatego koszty transakcji mobilnych potrafią być sztucznie pompowane w górę dla tych konkretnych grup userów. System wylicza to prosto: stać cię na sprzęt za 6 koła, to przełkniesz te 2 dychy ekstra za suba bez mrugnięcia okiem.
Pytasz czemu firmy wogóle ryzykują, że klient poczuje się wydymany. Odpowiedź to impuls i brak czasu na myślenie. Na lapku masz całą ścieżkę zdrowia: logowanie, wybór operatora płatności, wpisywanie blika, potwierdzanie w apce bankowej. Zanim to wyklikasz, emocje opadają i połowa ludzi rezygnuje z zakupu. A na telefonie? Podwójny klik bocznego przycisku, skaner twarzy i pyk, hajs od razu ściągnięty z podpiętej karty. Wygoda jest tak uzależniająca, że korporacjom po prostu opłaca się trzymać zawyżone stawki w apkach mobilnych, bo i tak złowią masę leniwych osób na szybki strzał dopaminy.
Jak chcesz to sprytnie obejść na wyższym levelu, to oprócz kupowania przez www (co jest absolutnym must have), mam na to jeszcze jeden patent. Zanim cokolwiek kupisz na kompie, odpal ich stronę przez tryb incognito na zupełnie innym necie (np. pakiet danych z telefonu zamiast domowego wifi). Często dla „nowych” i nierozpoznanych klientów wpadają ukryte promki na start, których na swoim głównym koncie byś nie zobaczył, bo system ma cię już oflagowanego jako kogoś, kto zapłaci więcej. A do apek typu Spotify czy Netflix po prostu szukaj ziomków na grupkach do pakietów rodzinnych. Wtedy różnice w cenie znikają, bo zrzucacie się po kilka ziko miesięcznie.
Zarabiaj na wzrostach i spadkach ⚡
Kontrakty z dźwignią, niskie prowizje i do 20 € za depozyt.











