Na czym polega trend Move-to-Earn np. STEPN?
Siemka wszystkim. Od paru tygodni ziomki z grupy biegowej ciągle gadają o tym całym trendzie Move-to-Earn i totalnie nie ogarniam bazy. Ktoś mi wczoraj na treningu tłumaczył, że pobierasz sobie na telefon jakąś apkę, z czego najpopularniejsze to chyba to słynne STEPN, i kosisz realny hajs po prostu za to, że chodzisz z psem albo biegasz po parku.
Brzmi mega kozacko, ale od razu odpala mi się lampka ostrzegawcza. Przecież nikt nie rozdaje krypto za darmo, co nie?
Z tego co zdążyłem wygooglać, to żeby zacząć zarabiać w tej aplkacji, musisz na start kupić sobie jakieś wirtualne buty w formie NFT. I słyszałem od kumpla, że to wcale nie są tanie rzeczy, potrafią kosztować gruby hajs, a ich właściwości jakoś wpływają na to ile wyciągasz z biegania.
No i tu pojawiają się moje główne rozkminy. Jak to w ogóle funkcjonuje od strony czysto ekonomicznej? Skąd bierze się wartość tych tokenów, które nam wypłacają za zrobione kroki? Czy ten cały system Move-to-Earn to nie jest przypadkiem jakaś sprytna piramida finansowa oparta na web3, gdzie zarabiają tylko ci, co weszli w projekt na samym początku i teraz ubierają ulicę?
Ktoś z was realnie z tego korzysta na co dzień i może mi wyjaśnić tak na chłopski rozum, na czym dokładnie polega ten fenomen? Da się z tego STEPN jeszcze wyciągnąć jakieś sensowne pieniądze na przysłowiową kawę, czy ten hype już dawno opadł i szkoda zachodu? Będę mega wdzięczny jak ktoś opisze swoje prawdziwe doświadczenia, bo nie wiem czy ładować w to kasę, czy odpuścić i po prostu dalej biegać dla zdrowia. Z góry dzięki za odpowiedzi!
Zarabiaj na wzrostach i spadkach ⚡
Kontrakty z dźwignią, niskie prowizje i do 20 € za depozyt.
2 Odpowiedź
Ziomuś, ziomek wyżej napisał ci całą brutalną prawdę o tokenomice i tym jak to wyglądało finansowo, ale moim zdaniem podszedł do tematu zbyt mocno od strony inwestora zranionego spadkami, a totalnie pominął to, co w tym wszystkim jest najfajniejsze dzisiaj. Mam na koncie setki kilometrów nabitych w STEPN i dorzucę ci moje trzy grosze z zupełnie innej perspektywy.
Dla mnie cały ten trend Move-to-Earn to po prostu najmocniejszy hack na własną psychikę i motywator do ruszenia tyłka, jaki kiedykolwiek wymyślono.
Zastanów się nad tym tak: zapomnij na chwilę o tym, że to jest krypto, cyfrowe obrazki i giełda. Kiedyś ciężko było mi się zmotywować do wyjścia jak było szaro i padał deszcz. Odkąd wkręciłem się w te aplikacje ruchowe, nagle odpala mi się taki dziwny mechanizm. Siedzę w domu, patrzę w telefon i widzę, że zaraz odnowi mi się maksymalna energia w apce. Jak nie pójdę biegać, to ta wirtualna energia po prostu przepadnie i nie wpadną mi tokeny. I wiesz co? Zakładam dres i idę.
To jest czysta grywalizacja przeniesiona do realnego świata. Taki miks gierki RPG i Endomondo.
Paradoksalnie uważam, że pęknięcie tej wielkiej bańki na krypto to najlepsze, co mogło ten projekt spotkać. Za czasów największego hype’u ludzie brali kredyty na wejście, co było chore. Teraz? Wchodzisz na rynek, kupujesz sobie fajnego wirtualnego buta za dosłownie kilkanaście dolców (czyli tyle, co jednorazowa opłata za wersję premium w jakiejś zwykłej apce fitness) i masz z tego mega zabawę. W trakcie ruchu ulepszasz swoje buty, trafiasz losowe skrzynki, kombinujesz z gemami. Traktuję to po prostu jak fajną grę, w której kontrolerem są moje własne nogi.
A co z tym mitycznym hajsem? Jasne, nie kupisz za to lambo. Ja po miesiącu regularnego biegania wypłacam sobie z apki środki, które starczają mi akurat na opłacenie Spotify i dobrej kawy na mieście. Dla mnie to jest super bonus.
Więc jeśli ziomki z grupy mają z tego zajawkę, to spróbuj wejść dla samego funu. Nie traktuj tego jak pomysłu na biznes, tylko jako tanią zabawkę, która sprawi, że nie odpuścisz żadnego terningu. Zobaczysz, że hajs zejdzie na dalszy plan, a zostaną ci po prostu lepsze czasy na kilometr. Moim zdaniem warto dać szansę, bo ryzyko wejścia jest dzisiaj śmiesznie małe.
Zarabiaj na wzrostach i spadkach ⚡
Kontrakty z dźwignią, niskie prowizje i do 20 € za depozyt.












