Słuchajcie, mam taką grubą rozkminkę odnośnie tego całego szału na przepisy w necie. Tak szczerze: czy regulacje zwiększają bezpieczeństwo użytkownika, czy to tylko taki pic na wodę i mydlenie oczu?

Pytam, bo znowu musiałem przeklikać chyba ze sto zgód cookies na jakiejś losowej stronce. Wszyscy wkoło trąbią, że te nowe ustawy, prawo i unijne dyrektywy nas mega chronią. Ale jak tak patrzę na to z perspektywy szarego kowalskiego… to mam wrażenie, że te całe regulacje tylko nas wkurzają. Zamiast realnego wzrostu bezpieczeństwa użytkownika mamy po prostu gigantyczny spam pop-upami. Przecież nikt tego prawniczego bełkotu nie czyta. Klikasz na ślepo „akceptuj”, bo chcesz na szybko obczaić jakiś news, a w tle korpo i tak pewnie wszytko z nas zasysają jak odkurzacz.

Z jednej strony spoko, że giganci dostają po łapkach i ktoś w końcu patrzy im na ręce. Big tech robił totalnie co chciał z naszą prywatnością. Ale czy od tego jesteśmy faktycznie bardziej bezpieczni? Wycieki danych są non stop, co chwila słychać o jakichś grubych włamach na giełdy krypto czy do banków, a scam w social mediach goni scam.

Więc po co to całe zamieszanie z prawem? Jakie jest wasze zdanie? Macie jakieś realne przykłady z życia, gdzie te wszystkie sztywne przepisy i odgórne regulacje faktycznie obroniły wasze dane przed kradzieżą? Dajcie znać, chętnie poczytam, bo na ten moment dla mnie to tylko sztuczna nakładka biurokracji na totalny dziki zachód.

BYBIT.EU

Zarabiaj na wzrostach i spadkach ⚡

Kontrakty z dźwignią, niskie prowizje i do 20 € za depozyt.

Handluj na Bybit.eu