Hej ekipa, mam takie rozkminy odnośnie stackowania srebra i złota. Ciągle po głowie chodzi mi temat optymalizacji budżetu i mocno się zastanawiam, czy lepiej kupować jedną monetę czy kilka naraz? Dopiero zaczynam zabawę z fizykiem, kapitał mam powiedzmy mocno startowy i zrobił mi się niezły mętlik od tych wszystkich mądrości na forach.

Z jednej strony mega logiczne wydaje się ciułanie i zgarnianie po jednej sztuce, np. zawsze dziesiątego po wypłacie. Wiecie jak jest, robi się z tego fajne uśrednianie ceny, a człowiek tak nie przeżywa, jak kurs kruszcu nagle zaliczy zjazd. Ale z drugiej strony… koszty dostawy i premie dealerskie. Jak doliczę kuriera do każdej pojedynczej uncji, to nagle ten zakup monet wychodzi strasznie drogo i marża zjada cały potencjalny zysk. Dlatego tak na chłopski rozum, branie kilku naraz ma chyba dużo większy sens ekonomiczy?

Jak to właściwie rozgrywacie na swoich portfelach? Czekacie cierpliwie aż wpadnie grubsza kasa, żeby szarpnąć od razu całą tubę u dilera, czy wolicie mieć święty spokój, regularność i wrzucacie do koszyka po jednej sztuce, ignorując te wszystkie koszty poboczne? Ciekawi mnie też kwestia samej płynności przy ewentualnej odsprzedaży w przyszłości.

Podzielcie się swoim patentem. Lepiej uparcie kupować jedną monetę żeby mieć różne wzory, czy kisić fiaty na koncie i wejść w rynek rzadziej, uderzając po kilka naraz z tego samego rocznika? Z góry wielkie dzięki za każdy sensowny cynk!

BYBIT.EU

Zarabiaj na wzrostach i spadkach ⚡

Kontrakty z dźwignią, niskie prowizje i do 20 € za depozyt.

Handluj na Bybit.eu