Siema wszystkim. Mam mega rozkminę odnośnie tematu, który ostatnio spędza mi sen z powiek, mianowicie chodzi o bezpieczne korzystanie z QR kodów przy transakcjach krypto.

Wiadomo jak jest, nikt normalny nie wklepuje tych długaśnych adresów portfeli z palca, bo to katorga. Każdy po prostu odpala apkę, cyk skanuje kod i leci przelew w BTC czy innym ETH. Ale ostatnio naczytałem się na forach o jakichś chorych akcjach. Ktoś nakleił fejkowy kod na bitomacie, inny gość złapał jakiegoś złośliwego syfa na fona, co mu w locie podmienił adres tuż po zeskanowaniu. No i teraz mam lekką paranoję.

Jak wy do tego podchodzicie, żeby ogarniać transakcje krypto przez skanowanie i nie popłynąć z kasą? Czy są w ogóle jakieś sprawdzone patenty na bezpieczeństwo krypto przy takich szybkich akcjach? Sprawdzacie zawsze rygorystycznie pierwsze i ostatnie znaki z zeskanowanego adresu? Przecież to też da się w sumie spreparować, jak haker ma farta i wygeneruje podobny ciąg. Czasem zastanawiam się, czy używanie aparatu w telefonie do krypto to nie jest po prostu kuszenie losu.

Może znacie jakieś konkretne apki, które dodatkowo weryfikują te kody QR zanim cokolwiek podpiszę kluczem prywanym? Albo czy portfele sprzętowe dają tu jakąkolwiek gwarancję i chronią przed sprytnie podmienionym adresem na ekranie? Będę bardzo wdzięczny za każdego tipa od starych wyjadaczy. Z jednej strony wygoda skanowania robi swoje i oszczędza czas, ale wizja utraty całego depo przez jeden głupi błąd jednak trochę mrozi. Piszcie jak to u was wygląda w praktyce!

BYBIT.EU

Zarabiaj na wzrostach i spadkach ⚡

Kontrakty z dźwignią, niskie prowizje i do 20 € za depozyt.

Handluj na Bybit.eu