Siemka wszystkim. Zastanawiam się ostatnio nad jedną rzeczą, która chyba każdemu siedzi w głowie po tych wszystkich aferach. Czego tak naprawdę uczą nas upadki giełd kryptowalut? Bo wiecie, z jednej strony każdy trąbi o decentralizacji i niezależności od tradycyjnych systemów, a potem wjeżdża takie FTX czy inny Mt.Gox i nagle ludzki hajs wyparowuje w kosmos.

Siedzimy w tym krypto, jaramy się technologią, a jak przychodzi co do czego, to i tak gruba większość trzyma swoje środki na scentralizowanych molochach. Czy te wszystkie głośne krachy i bankructwa krypto giełd to dla nas tylko bolesny dowód na to, że ten rynek to wciąż dziki zachód, czy może główny problem leży w totalnej naiwności ulicy? Zastanawiam się, jakie wnioski wyciągnołem z tego ja, a jakie wy. Ja ogarnąłem, że klucze prywatne to podstawa (stare dobre not your keys, not your coins), ale czy to jedyna lekcja z tych katastrof?

Czy kolejny upadek giełdy kryptowalut to dla was sygnał do ucieczki w cold wallety na 100%, czy po prostu sygnał, żeby lepiej żonglować ryzykiem? Pytam, bo widzę pewien schemat. Po każdym takim tąpnięciu ludzie ryczą, obiecują sobie ostrożność, a jak tylko zaczyna się pompa, to znowu ładują oszczędności życia na platformy obiecujące darmowe miliony. Jakie macie przemyślenia? Czego nas uczy ta cała rzeź i upadki tych krypto gigantów? Zmieniacie jakoś podejście, czy dalej lecicie na farcie wierząc, że wasza giełda akurat nie zwinie się z dnia na dzień z waszą kasą?

BYBIT.EU

Zarabiaj na wzrostach i spadkach ⚡

Kontrakty z dźwignią, niskie prowizje i do 20 € za depozyt.

Handluj na Bybit.eu